Dominikana wyspa kontrastów raj, czy piekło.


Lot zapowiadał się długi. Lotnisko Shenefeld niedaleko Berlina wyglądało imponująco ale to dlatego że nie widzieliśmy wcześniej większego. Samolot wyglądał na nowy choć myśl czy dolecimy gdzieś się zawsze kołacze.

Siadamy, kocyk, słuchaweczki, darmowe piwo i wino i… leeecimy. Całe 13 godzin z międzylądowaniem we Francji. Dolatując na miejsce przeżywamy chwile niepokoju. Nasz samolot zatacza przez godzinę koła nad lotniskiem docelowym na Punta Cana. Nie znając języka nie wiemy co się dzieje. Później okazuje się, że brakowało prądu i nie mogli oświetlić pasa do lądowania. W końcu lądujemy, brawa i oddech ulgi. Wstajemy łapiemy bagaż i wychodzimy, a tu szok.

Na zewnątrz nie ma czym oddychać. Jest połowa lutego wyjeżdżaliśmy ze skutego lodem kraju a tu srodek nocy i bucha nam w nozdrza gorące wilgotne powietrze jakieś 30 stopni C i 100% wilgotności zero wiatru.

Wychodzimy na asfalt rozglądając się za autobusem i kolejny szok… idziemy piechotą pod sklecone z bambusa przykryte liśćmi wiaty – odprawa paszportowa :) Oddychać ciężko.

Jesteśmy zmęczeni i marzymy o kawałku łóżka.

Jedziemy do raju

Hotel w katalogu wygląda inaczej, tu jest przepięknie. Wiozą nas meleksem z bagażami do bungalowu. Oświetlone alejki i specyficzny zapach. Bungalow jest wielki.

Przebudzenie i idziemy zwiedzać. Czy widzieliście kiedyś jak ludzie malują liście aby były zielone? To przenośnia kiedyś tak się mówiło o wojsku które malowało liście, gdy miał przyjechać partyjny dygnitarz. Tam cały dzień chodzi człowiek który albo zbierał każdy listek, czy paproch albo malował krawężniki, słupki. Obrywał każdy zżółknięty listek. Jest pięknie, zielono i kolorowo od kwitnących kwiatów. Dochodzimy do jednego z wielu basenów …Ufff takich basenów jeszcze nie widziałem.

Wychodzimy na plażę i tu kolejne uff! Piasek ma kolor … no właśnie jaki to kolor? Jest jaśniejszy niż nad naszym morzem, bardziej miałki chociaż nie tak, jak na pustyni w Egipcie.

Morze nas trochę rozczarowuje bo nastawialiśmy się na idealnie krystaliczną wodę, a tu lekkie zmącenie. To właśnie piasek i delikatne ruchy wody są powodem tego zmącenia.

Przymknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś w raju. Palmy wyrastają bezpośrednio na plaży, wkoło czyściutki prawi biały piasek i spokojne lustro morza karaibskiego. Zatrzymać ten obraz w pamięci. Dlaczego Robinson Kruzoe tak bardzo starał się wydostać z podobnego raju?

Zawracamy idziemy obejść kilku hektarowe tereny hotelu. Nagle ciach! Przed naszym nosem człowiek macha maczetą! Ścina czubek kokosa i podaje nam do wypicia zawartość. Uśmiecha się przy tym, a uśmiech jest tak szczery, że nie razi nawet brak przedniego uzębienia.

Od tej pory każdy kolejny dzień spędzamy na zmianę przy basenach lub na plaży. Wypocząć się nie da bo co kilkanaście minut jacyś animatorzy próbują wciągnąć cie w jakąś pułapkę. Jeszcze nie wiesz na co się godzisz, a już wszyscy maja z ciebie ubaw bo dałeś się wmanewrować w jakieś skecze zawody, czy naukę tańca merengi hi hi.

Po kilku dniach udaj się nam unikać animatorów i poleżeć bykiem na słońcu. Wylegiwanie [przerywamy tylko na ok. 6 posiłków 6 deserów i hektolitry napojów. Łakomczuch nie wychodzą w ogóle z barów przy basenach a wieczorem przemieszczają się tylko na stołówkę główną gdzie jedzenia ze wszystkich stron świata jest jeszcze więcej. Po tygodniu przechodzimy totalna niestrawność… a było tyle żreć? Ale przecież my tylko chcieliśmy wszystkiego po trochu spróbować… no i ups dwa dni diety. Potem od nowa :) de gu sta cja !!!

Ale wyobraź sobie drinki – bierzesz świeżego dojrzałego ananasa obcinasz pióropusz drążysz środek wlewasz tam mieszankę alkoholi - słomka parasolka, czasem kulka lodów i kładziesz się na materacu pływającym po basenie. BAJKA, … czy to nie Raj…? Koniec raju jest tak blisko.

Już za granicą hotelu. Ludzie zarabiają po 100$ miesięcznie, plaża z dala od hotelu jest zaśmiecona tym, co wyrzuciło morze. Ciekawe są auta… żadne nie ma szyb…! W zasadzie jest tak ciepło, że szyby są niepotrzebne, ale one są często wytłuczone a całe auta wyglądają jakby je ktoś codziennie młotkiem obijał. Jak ktoś w Polsce mówi, że ma stare auto powinie zobaczyć tamte. U nas obecnie oddawane auta na szrot to luksusowe mercedesy w porównaniu z tym czym tam jeżdżą ludzie.

Chcemy poznać drugą stronę raju.

Wynajmujemy odkryte autko Fun Buggy (przerobiony stary garbus) i w kolumnie podobnych pod kierunkiem przewodnika. Trasa wiedzie bezdrożami, po plaży przez las palm. Stajemy nad pięknym dzikim urwiskiem. Chropowate skały, piękne muszle na wyciągnięcie ręki. To park narodowy Dominikany. Tu widać jaka siłę ma ocean gdyby ktoś wpadł do wody pierwsze fale zabiły by go rozbijając o ostre jak brzytwy skalne występy.

Jedziemy do wioski tubylców, rybaków. Po drodze mijamy „świetlicę” jest to szopa, a raczej 3 ściany pod dachem zbitym z desek i jeden telewizor w środku.

Dojeżdżamy. Skupisko palm i wygrodzone czym się da ogrodzenia domostw. Wchodzimy do jednej rodziny i częstują nas herbatą. Do jednej z palm jest przywiązana za tylna nogę młoda świnka a przy innej tez przywiązany za pazur – kogut…

Dom – to wielkie słowo. Tu też był dom… czyli kolejne zbite deski chyba te które wyrzuciło morze.

Ciekawostka idąc dalej na plażę bo mamy popłynąć w morze na rafy, stykamy grupkę bawiących się dzieci takich 5-7 lat. Dzieci bose w samych majtkach i kusych koszulkach lub bez obstępują nas z zaciekawieniem. To my jesteśmy dla nich atrakcją..! I żadne dziecko nie woła od nas jałmużny ! Śmieją się, są ciekawskie pokazują na nas palcami. Nie SA nachalne jak w krajach arabskich. Tu padają nasze pytania i dowiadujemy się właśnie, że ci ludzie o ile maja jakąś dodatkową prace zazwyczaj w hotelach to zarabiają ok. 100$ miesięcznie. Ci co nie pracują utrzymują się z oceanu. Tak bez tego byłoby źle!. Ocean ich wyżywi, ryb jest tu do oporu i jak są głodni po prostu wypływają na połów.

Pytamy jak to jest nie mają cywilizacji, telefonów samochodów, TV, czy innych współczesnych gadżetów i nie mają, nie czują potrzeby takiego… Miecia!

Są szczęśliwi, śmieją się, pracują wtedy, gdy są głodni, lub chcą coś kupić. Nie mają takich potrzeb jak nasz cywilizowany zepsuty świat.

Wracamy z dziwnym poczuciem winy i zawstydzenia i sam do tej pory nie wiem dlaczego?

Raj, czy nie?

Luksus i skrajna bieda z drugiej strony. Warto pojechać i samemu poczuć ten klimat. Hotele jak złote klatki, tylko kto tam kogo ogląda? Kto komu zazdrości i czego? Ja pozazdrościłem tym ludziom wolności od wszystkiego, co nazywa się cywilizacją…
© ergo-media 2008 Wszelkie prawa zastrzeżone