Do Grecji autokarem
Ruszyliśmy...! 19 osób, dwóch młodych wychowawców, pani pilot i kierowcy, wszyscy w niewielkim autokarze mieliśmy spędzić ponad 24 godziny... Już w autokarze, pierwszego dnia podróży wszyscy zdążyliśmy się zapoznać. Najlepiej mogliśmy poznać osoby siedzące najbliżej nas, osoby siedzące dalej poznawaliśmy stopniowo, najczęściej na postojach…
Była to nie tylko świetna okazja do lepszego poznania się, mogliśmy również rozprostować nasze zbolałe kości oraz wydać pierwsze zabrane pieniądze, co wszyscy bardzo lubili...
Mamy spędzić w tym gronie dwa kolejne tygodnie, więc pomimo różnorodnych pierwszych wrażeń, staraliśmy się być dla wszystkich miłym towarzyszem podróży ( pierwsze wrażenie bywa często mylne, o czym sie wkrótce niektórzy mieli przekonać).
Dzień 2Mamy spędzić w tym gronie dwa kolejne tygodnie, więc pomimo różnorodnych pierwszych wrażeń, staraliśmy się być dla wszystkich miłym towarzyszem podróży ( pierwsze wrażenie bywa często mylne, o czym sie wkrótce niektórzy mieli przekonać).
Kolejny dzień podróży zapowiadał się trochę ciekawiej. Drugiego dnia, po południu dojechaliśmy do portu w Ankonie (miasto w środkowej części Włoch, nad Morzem Adriatyckim, położone amfiteatralnie na nadmorskich wzgórzach (Monte Conero 572 m n.p.m.), stolica regionu Marche), skąd miał odpłynąć nasz prom Linii AnekLines.
Po niewyspanej nocy w niewielkim autokarze byliśmy trochę zmęczeni, a do portu przyjechaliśmy za wcześnie… Na prom mieliśmy czekać 3 godziny w porcie przy dość wysokiej temperaturze(39st.C). Wszyscy spakowaliśmy bagaże, które mieliśmy zabrać na prom (jakieś ubrania, stroje kąpielowe oraz obowiązkowo śpiwór) i cierpliwie czekaliśmy. Samochody i autokary zaczęli wpuszczać dużo wcześniej niż ludzi, my smażyliśmy się na słońcu pod gołym niebem dużo dłużej.
Prom wypłynął półtorej godziny później, niż to było zaplanowane, my ulokowaliśmy się na fotelach lotniczych (w pomieszczeniu z klimatyzacją i okrągłymi oknami).
Do wieczora wszyscy zwiedzaliśmy prom, sklepy, których tu było całkiem sporo korzystaliśmy z niewielkiego basenu ze słoną wodą i jacuzzi… Prom był nowiutki, więc podróż nim była bardzo przyjemna, wszędzie dużo okien, przez które, mogliśmy obserwować oddalający się port i wybrzeże Italii…
Gdy przyszedł wieczór, wybraliśmy się na dyskotekę. Grecy na promie mają zasadę puszczania muzyki rozrywkowej wyłącznie do północy, po północy jedyną muzyką, przy której można się bawić to grecka muzyka, a w tym ich ukochana Zorba! Wszyscy świetnie się bawiliśmy na dyskotece (i po dyskotece), ale w końcu przyszedł czas odpoczynku… Nocą zaczęło bardzo mocno wiać, mimo iż nie był to sztorm dmuchało tak, że krzesła na najwyższym poziomie fruwały jakby były z papieru. Oczywiście poszliśmy to zobaczyć, bo nie zawsze ma się okazję zmierzyć siły z takim wiatrem. Czuliśmy się bezpiecznie, ale trochę nieswojo. Jedna z koleżanek próbowała nawet krzyczeć wołając do mnie pod wiatr, a ja stojąc od niej niespełna dwa metry nic nie słyszałam. Usłyszał to jednak kolega, który stał za nią, i nieźle się wystraszył, gdyż głos poniesiony i zniekształcony wiatrem jak sam potem powiedział, zabrzmiał jak głos człowieka wypadającego za burtę… Mieliśmy potem z tego niezły ubaw!
Niektórzy poszli spać normalnie, na fotelach, inni położyli się pomiędzy fotelami lub w przejściu (co jest zupełnie naturalne, gdy się spędza noc na promie), większość z nas jednak wybrała mniej komfortowe warunki spania na deku, na wietrze (w cieplutkich śpiworach, ale bądź co bądź na wietrze), niewygodę rekompensowało nam piękne niebo z licznymi gwiazdami.
Dzień 3
Prom miał rano przystanek na wyspie Korfu, ok. godziny 7,00 rano zaczęło się robić zamieszanie i skończyło się nasze spanie na deku. Gdy odbiliśmy i po kilku godzinach od wyspy Korfu wreszcie zobaczyliśmy ląd, wszyscy ludzie zaczęli się pchać do wyjścia. Przeczekaliśmy ten największy tłok i spokojnie opuściliśmy pokład…
Wreszcie w Grecji ! Dopłynęliśmy do jednego z największych portów, który znajdował się w mieście Patras. Jest to miasto w południowo-zachodniej Grecji, w północnej części Peloponezu, nad zatoką Patras na Morzu Jońskim. Długo na to czekaliśmy, teraz tylko 15 minut drogi i znajdziemy się w naszym hotelu, będziemy mogli się rozpakować, a po kolacji wskoczyć do basenu!
Dojechaliśmy… Hotel Florida Blue Bay, położony pomiędzy górami, a niewielką zatoczką na morzu Jońskim, prezentował się wspaniale. Podjechaliśmy do recepcji, zakwaterowaliśmy się i poszliśmy po raz pierwszy zobaczyć miejsca, w których spędzimy najbliższe dni… Potem przyszła kolej na naszą pierwszą kolację w hotelu i zaraz po kolacji tak jak wszyscy planowali poszliśmy nad basen! Pływaliśmy na świeżym powietrzu pod gwiazdami do samej północy, przy muzyce dochodzącej z baru. Pierwszej nocy poszliśmy spać dopiero nad ranem i już wtedy wszyscy wiedzieli, że sen nie będzie naszym ulubionym zajęciem podczas tego pobytu!
Czytaj dalej...
© ergo-media 2008 Wszelkie prawa zastrzeżone



